mnie anakonda.

cały dzień serwowano dania śniadaniowe. Głos Patsy Cline zagłuszał szczęk sztućców i gwar
Co za melodramatyczny bełkot.
której Jennifer wsiada do samochodu. – To... To nie może być ona – stwierdziła niepewnie i
– Nie, nie, nie! – zawodziła. Chwilowo zapomniała o więźniu. – Tyle pracy... Tyle lat...
Nieważne. Tak czy siak, lądowali w łóżku i kochali się raz za razem.
histerycznie uderzała w klatkę piersiową męża, gdy usiłował ją uspokoić.
– Twierdzisz, że skoczyła stamtąd? – Hayes wskazał platformę jakieś piętnaście metrów
wzrokiem. Wysoki, szczupły – a może szczupła – w czapeczce baseballowej i ciemnym
Ze zmarszczonymi brwiami spojrzał na laskę opartą o ścianę, zabrał ją w końcu, wziął też
Bentz odwrócił wzrok. Wystarczyło, że widział prawdziwe zwłoki, wolał nie myśleć, że
Ja stawiam. – Rzuciła banknoty na stół i błysnęła zębami w uśmiechu. – Następnym razem
samej od lat. Kwadratowe stoliki ustawiono ciasno w niedużej sali, wśród palm, ciszę
molo, turyści na plaży, dzieci nad wodą. Nic groźnego, złowieszczego.
Jasne.


Nie wiedziała, czy któraś z agencji rządowych już

13
pogawędkę? Litości. Gdzie szczotka, do cholery? – Weszła do składziku, wróciła ze zmiotką i
– Gorzej. Chcą się mnie stąd pozbyć.

prowadzące na pokład.

znikł, zostawiając po sobie... poczucie bezpieczeństwa.
Otuliła się szlafrokiem, wróciła do sypialni, padła na łóżko, wbiła
- Nic takiego. - Dane spojrzał na Kelsey. - Mówiłem,

powietrzu niepewność i napięcie.

- Dawno cię nie odwiedzałem - zauważył Jesse,
pięknem. Nic na świecie nie mogło się równać ze
że jestem tu bezpieczna.